Wywiad z Gabrielle Palmer w Newsweeku
Wielkie koncerny wmówiły kobietom, że sztuczne mieszanki są tak samo dobre jak mleko matki. A to nieprawda - mówi Gabrielle Palmer, autorka wydanej niedawno w Polsce książki „Polityka karmienia piersią”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Mamania.
Newsweek: Dlaczego zmniejsza się liczba dzieci karmionych piersią i coraz więcej maluchów dostaje sztuczne mleko?
Gabrielle Palmer: Na całym świecie, zarówno w krajach bogatych jak i biednych, widać podobną tendencję. Karmienie piersią niszczą dwa istotne czynniki. Po pierwsze, narodziny dziecka przeniosły się z domu do szpitala, gdzie na porządku dziennym były takie niedobre praktyki jak oddzielanie matki i dziecka, brak bezpośredniego kontaktu matki z niemowlakiem, podawanie sztucznych pokarmów tuż po urodzeniu, karmienie o wyznaczonych godzinach oraz odrywanie maluchów od piersi wbrew ich woli. Wielu lekarzy i położnych nie miało odpowiedniej wiedzy na temat karmienia piersią. Dlatego niemowląt nie przystawiano do piersi od razu po urodzeniu. Co najgorsze, matkom brakowało emocjonalnego wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół, którzy pomagali im po porodzie i mogli je namówić do karmienia piersią. Nie jestem przeciwko porodom w szpitalach. Uważam, że matki mają prawo wybrać, gdzie chcą urodzić. Jednak jeszcze do niedawna oddziały położnicze w większości szpitali utrudniały karmienie piersią.
Drugi czynnik jest o wiele groźniejszy i szkodliwszy. To natarczywy, zakrojony na szeroką skalę marketing substytutów mleka matki, czyli mieszanek mlekozastępczych dla niemowląt. Bardzo pomysłowe i wszechobecne reklamy zmieniły całą kulturę karmienia piersią: wywarły ogromny wpływ na środowisko medyczne i procedury stosowane przez lekarzy. 99 procent kobiet ma fizjologiczne podstawy do tego, wyprodukować więcej mleka niż potrzebują ich dzieci. Jednak koncerny i firmy produkujące mieszanki ukuły określenie „syndromu niewystarczającej ilości mleka”. To hasło, które potrafi skutecznie zasiać ziarno wątpliwości i to nie tylko w głowach matek.
Jeśli znajdziemy się w społeczności, do której jeszcze nie dotarł przedstawiciel handlowy koncernu produkującego mleko dla niemowląt, szybko przekonamy się, że coś takiego jak „brak możliwości karmienia piersią” po prostu nie istnieje. Niezbędne jest tylko zaufanie, nie tylko do młodych matek, ale również wszystkich, którzy je otaczają, czyli mediów, służby zdrowia i całej kultury.
Newsweek: Czy sytuacja w Polsce jest również zła?
Gabrielle Palmer: W Polsce „kryzys” karmienia piersią zarysował się wyraźnie w latach 90., kiedy po wprowadzeniu wolnego rynku pojawiły się wielkie koncerny stosujące wyrafinowane strategie marketingowe. Media zalała fala reklam. To miało przemożny wpływ na służbę zdrowia i opinię publiczną. Firmy działały niezgodnie z prawem obowiązującym w innych państwach Europy. Z badania przeprowadzonego w czterech krajach przez Interagency Group on Breastfeeding Monitoring (IGBM) wynika, że to właśnie Polska i polska służba zdrowia najbardziej ucierpiały w wyniku błędnych informacji przekazywanych w reklamach wielkich koncernów.
Newsweek: Kogo obarcza Pani większą winą za obecną sytuację: producentów sztucznego mleka, personel medyczny czy same kobiety?
Gabrielle Palmer: Z pewnością nie winię kobiet. Wszystkie jesteśmy istotami społecznymi i jeśli otaczająca nas społeczność utrudnia i komplikuje nam karmienie piersią, nic dziwnego, że z niego rezygnujemy. Promocja produktów mlekozastępczych jest niezwykle subtelna i skuteczna. Dlatego zabrania jej Międzynarodowy Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece (International Code of Marketing of Breast-milk Substitutes). Kodeks istnieje, aby chronić wszystkie dzieci, te karmione piersią i te karmione sztucznym mlekiem. Jeśli maluch nie jest karmiony mlekiem matki, wówczas jest niezwykle istotne, aby matka czy inny opiekun dziecka otrzymał komplet naukowych, bezstronnych informacji. Jednak firmy nie chcą udostępniać takiej wiedzy ani opinii publicznej ani lekarzom.
Źródło: Paweł Szaniawski, Newsweek.pl



